wtorek, 10 grudnia 2013

2. Ul.Pokątna

Spakowałem rzeczy i odrazu wybiegłem z sierocińca, nigdy nie byłem tak szczęśliwy choć moja twarz była taka sama z kamienia, tylko oczy wszystko zdradzały. Byłem koło dziwnego baru wokuł niego kręciły się jakieś dziwne postacie w fioletowych i czarnych szatach. No tak! Ale jak ja mam się dostać na tą całą Pokątną Profesor Dambldore powiedział że mam się kogoś zapytać, ale kogo? Może te dziwne postacie. Podeszłem do jakiegoś mężczyzny w czrnej szacie.
-Przepraszam, mógł by mi Pan powiedzieć jak się dostać na ul. Pokątną?
Mężczyzna się uśmiechną.
-Choć, zaraz cię zaprowadzę.-podeszliśmy do jakiegoś murku a ten nagle znikną i pojawiła się Ul.Pokątna.
-Dziękuje-powiedziałem i weszłem na ulice a zamną pojawił się mur.
Spojżałem na listę, po kilku godz. wszystko już kupiłem. Postanowiłem trochę się rozejżeć, nagle zobaczyłem zupełnie inną ulice była mroczna a nazywała się Ul.Śmiertelnego Nokturnu.
Zaciekawiony weszłem na tą ulice, było tam mase różnych żeczy. Nagle zobaczyłem małego węża, chciał mnie za atakować ale ja odrazu zaczołem mówić w języku węży a on wpełz mi na ręke.
-Nazwę cię... Nagini.-wsadziłem go do torby aby nikt nie zauważył ale było zapuźno.
-Jak ty to zrobiłeś?-przedemną stał chłopak w moim wieku o ciemno blond włosach.
-Ale co?-udałem że nie wiem o co chodzi.
-Widziałem! Rozmawiałeś z wężam! Jesteś wężo ustny!
-Nie krzycz tak bo się ktoś dowie.
-Więc jesteś?
-Tak.
-Ekstra, ale zaraz to znaczy... tylko jedna osoba tak potrafiła, to znaczy że ty że ty jesteś.
-Kim.
-Dziedzicem Slytherinu.
-Że co?-po tym jak chodziłem razem z nim po śmiertelnym nokturnie on wszystko mi wytłumaczył, jestem Dziedzicem Salazara Slytherina.
-A tak wogule się nie przedstawiłem, jestem Marcus Avery.
-Tom Marvolo Riddle.
-Dobra, ja lece bo się pewnie rodzice martwią do zobaczenia w pociągy Tom, czejść.
-Pa.-pierszy raz poznałem kogoś normalnego, strasznie rozgadanego ale normalnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz